Czyli pierwsza w życiu jazda całkiem bez ogłowia :)
Pomijając to, że skończyłam lekcje o 15.15, a w domu byłam po 18, ze względu na milion dziwnych okolicznośći, dzień był bardzo udany. Kiedy tylko wróciłam do domu, od razu przebrałam się w rzeczy do jazdy i pojechałam do stajni.
Przywitałam się z Natanem i dziewczynami, po czym poszłyśmy do siodlarni, żeby zabrać sprzęt na konie. Brakowało ogłowia Nata. Szukałam go dość długo, ale nigdzie go nie było, więc stwierdziłam, że po prostu pojeżdżę sobie na kantarze.
Osiodłałyśmy konie i zeszłyśmy z nimi na dół. Dopiero tam się dowiedziałam, że Natan rozerwał swoje ogłowie (Natan... znowu?). Kiedy zaczęliśmy trening pan Bartek zapytał mnie, co ja wyrabiam na tym koniu na kantarze. Wtedy odpowiedziałam, że nie ma problemu i że mogę go zdjąć. Cóż, potraktował to zbyt dosłownie, bo zdjął kantar i zostawił mi jedynie uwiąz.
No i szczerze mówiąc, byłam przekonana, że jest to strasznie trudne. No, łatwo nie było, ale całkiem nieźle mi szło. Nawet pan Bartek powiedział, że jest zaskoczony.
Na galop założyłam już kantar.
Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tej jazdy :)
Post krótki, ale jest :)
sobota, 2 maja 2015
sobota, 3 stycznia 2015
Pierwsza jazda w tym roku
Wyjątkowo udany dzień :)
Przyjechałam do stajni około 11.30, bo postanowiłyśmy iść z Angeliką na spacer. Jednak nie był to najmądrzejszy pomysł, bo było pełno błota...
Kiedy wróciłyśmy, od razu przywitałam się z Natkiem i poszłam szukać pana Bartka, żeby spytać, czy mam na nim jeździć. Zgodził się, pod warunkiem, że go najpierw wezmę na lonżę. Nie byłam zachwycona, ale raczej nie miałam wyjścia, bo nie chciałam innego konia.
Poszłyśmy do siodlarni po wszystkie rzeczy (Angela na Łubina), po czym wzięłyśmy Natana z boksu. Najpierw jeszcze zabrałyśmy z namiotu lonżę i bat, a potem poszłyśmy na ujeżdżalnię. Był nowy piasek :)
No i Natan bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Był niesamowicie grzeczny (Luśka, która to widziała, stwierdziła, że jeszcze nigdy się tak nie zachowywał). Z kłusem nie było najmniejszych problemów, nie próbował przechodzić do stępa, ani się wyrywać. Galop też był super, tylko dość krótko. Nie jestem profesjonalistą w sprawach związanych z lonżowaniem i jestem z siebie całkiem zadowolona :)
I dodatkowo, wydarzyło się coś co mnie mocno zdziwiło.
Jak wiecie (albo i nie) Monty Roberts stwierdził, że są trzy główne sygnały porozumienia z koniem - przeżuwanie, odwracanie ucha w stronę człowieka i schylanie głowy nisko, do ziemii. Czytałam trochę na ten temat. Z tego co wiem, robi to się z koniem nie na lonży i bez wędzidła, dlatego byłam mocno zaskoczona, kiedy Natan zaczął to wszystko robić. Więc kiedy już kończyłam, to odwróciłam się do niego tyłem, opuściłam głowę i czekałam. A on do mnie podszedł! Potem ruszyłam, a on poszedł za mną. To było niesamowite i kompletnie się tego nie spodziewałam. Muszę kiedyś zrobić z nim Join Up tak na poważnie, bez żadnych lonży, ogłowii itp.
Na jeździe męczyliśmy wolty itp. Natan dość dużo czasu był czołowym i zwykle nie protestował, co czasami mu się zdarza. Zrobił to raz, ale nie odpuściłam. To jest związane z jednym z moich postanowień noworocznych - nie odpuszczać.
Galop też był w porządku (trochę sie obawiałam, że będzie coś odwalał, bo nie chodził cały tydzień, ale widocznie lonża skutecznie go wymęczyła). I zwroty na przodzie. Starał się chłopak. Jestem bardzo dumna. Jeżdżę na nim od roku, i zachowuje się teraz o niebo lepiej niż na początku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)