sobota, 2 maja 2015

You can make it if you try

Czyli pierwsza w życiu jazda całkiem bez ogłowia :)

Pomijając to, że skończyłam lekcje o 15.15, a w domu byłam po 18, ze względu na milion dziwnych okolicznośći, dzień był bardzo udany. Kiedy tylko wróciłam do domu, od razu przebrałam się w rzeczy do jazdy i pojechałam do stajni.

Przywitałam się z Natanem i dziewczynami, po czym poszłyśmy do siodlarni, żeby zabrać sprzęt na konie. Brakowało ogłowia Nata. Szukałam go dość długo, ale nigdzie go nie było, więc stwierdziłam, że po prostu pojeżdżę sobie na kantarze.

Osiodłałyśmy konie i zeszłyśmy z nimi na dół. Dopiero tam się dowiedziałam, że Natan rozerwał swoje ogłowie (Natan... znowu?). Kiedy zaczęliśmy trening pan Bartek zapytał mnie, co ja wyrabiam na tym koniu na kantarze. Wtedy odpowiedziałam, że nie ma problemu i że mogę go zdjąć. Cóż, potraktował to zbyt dosłownie, bo zdjął kantar i zostawił mi jedynie uwiąz.

No i szczerze mówiąc, byłam przekonana, że jest to strasznie trudne. No, łatwo nie było, ale całkiem nieźle mi szło. Nawet pan Bartek powiedział, że jest zaskoczony.
Na galop założyłam już kantar.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tej jazdy :)

Post krótki, ale jest :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz